Często zdarza się, że nachodzi mnie ochota na wypad w nieznane. W sumie mam taką tendencję, że nie lubię jechać dwa razy w to samo miejsce lub iść i wracać tą samą drogą. Oprócz kilku wyjątkowych miejsc, które odwiedzam regularnie, lubię eksplorować nowe, nieznane tereny.

Każda pora roku jest dobra, a nawet weekendowy wyjazd może być świetnym przerywnikiem w codziennych obowiązkach i naładować baterie na kolejne kilka tygodni przeznaczonych na intensywną pracę lub naukę.

Mimo, że świetnie opanowałam już strategię podróży w pojedynkę, fajnie jest nieraz mieć wokół siebie ludzi, z którymi można podzielić się tymi wszystkimi wrażeniami.

Z autopsji wiem, że ciężko jest zaplanować tak, aby każdemu pasowało. Znajomi mają już plany albo inne obowiązki, a perspektywa czekania, aż innym będzie pasować nie do końca mi odpowiada. Nieraz można by czekać bardzo długo.

Narzędzie podstawowe: Couchsurfing

Tym razem postanawiam skorzystać z mojego ostatniego odkrycia, jakim jest portal Couchsurfing (dalej: CS). Wiem platforma ta istnieje od 2002 roku ,ale lepiej późno niż wcale. 🙂

Cała koncepcja tej platformy polega na możliwości zaoferowania darmowego noclegu lub możliwości korzystania z darmowych noclegów u innych osób na terenie całego świata. Ponadto organizujesię tam najróżniejsze Eventy, do których inni couchsurferzy mogą się dołączyć lub po prostu umówić się z kimś na piwozwiedzanie okolicy albo posłużyć komuś za przewodnika po swoim mieście. To świetna forma poznawania nowych ludzi nie tylko z całego świata, ale też ze swojej okolicy.

Dla osób, które są trochę intro, czyli dla mnie 🙂 wymaga to dużego kroku poza strefę komfortu. Ale co tam, ostatnie tego typu kroki wychodziły mi tylko na plus. Więc idę na żywioł 🙂

Czas zakasać rękawy i działać, bo mam niecałe pięć dnido weekendu.

Szybka organizacja wypadu  -ZaPięćDwunasta-

Tworze Event o temacie: Weekend in Telemark – hiking and relaxing, w którym opisuje w skrócie charakterystykę wyjazdu.

Traktuje to wszystko eksperymentalnie. Takie podejście pozwala mi lepiej poradzić sobie ze stresem. Inaczej jedzie się z własną paczką, a inaczej planuje się wyjazd z kompletnie obcymi ludźmi.

Nie mijają dwa dni i mam już komplet osób, idealnie aby zabrać się na jeden samochód.  Okazuje się, że na forum międzynarodowym tym razem znaleźli się sami Polacy, tak więc wyjazd zapowiada się być całkiem kameralny i do tego w swojskich klimatach. 

Spotkanie w celach integracyjno-organizacyjnych

Dwa dni przed wyjazdem spotykamy się w celach integracyjno-organizacyjnych. Omawiamy podstawowe kwestie typu koszty transportu, koszt noclegu, kwestie wyżywienia oraz logistyki. Ważne, żeby ustalić zarys planu wyjazdu i spędzania czasu.

Zgodnie dzielimy się obowiązkami: dwie osoby zajmują się bookowaniem noclegu, ja jestem odpowiedzialna za transport i kwestie logistyczne, żywność wszyscy organizują we własnym zakresie. Założenie to niskobudżetowy wyjazd w fajnej atmosferze, w niezbadane miejsce. Nocleg blisko gór oraz jeziora.

Myślę że po tym spotkaniu wszystkie moje obawy i uprzedzenia poszły w niepamięć. Zapowiada się naprawdę fajna ekipa 🙂 

Przytulne miasteczko Treungen w Telemark

Jest piątek wieczór, po mniej więcej 4 h dojeżdżamy do miejscowości Treungen w Telemark.

Nocleg znaleziony na portalu Airbnb okazuje się być domem z XVIII wieku. Staje przed nim i nie wiem czemu, ale ciary przechodzą mi po plecach. To z pewnością wina wszystkich horrorów, który oglądałam w dzieciństwie.

Właścicielka przekazuje nam klucze oraz informuje o sprawach praktycznych. Od razu nasuwa mi się pytanie: Czy w tym domu straszy? Czuć tu specyficzną atmosferę.

Dom jest duży, składa się z dwóch pięter. Leży na wzgórzu, w oddali rozciąga się piękny widok na góry oraz jezioro.

Za oknem słychać beczenie owiec oraz wieczorny koncert pasikoników. Czuć zapach łąkipowietrze jest chłodne, ziemia paruje.

Ogromne włochate trzmiele oraz puszyste pszczoły starannie zapylają pobliskie kwiaty w tutejszym ogrodzie. Nie słychać gwaru ludzi, odgłosów miasta, samochodów- to zupełnie inny rodzaj plenerowego chaosu. Wsłuchuję się w tę wspaniałą, niepowtarzalną symfonie wszystkich otaczających nas dźwięków.

Szelest liści na wietrze, szum wiatru, bzyczenie owadów, odgłos dzwonków i beczenie owiec. Można usiąść i oddać się tej chwiliPoczuć letnie powietrze, woń kwiatów, parującą ściółkę, zaobserwować rosę zbierająca się na trawie.

Zamknąć się w tej chwili, nie wybiegając myślami nigdzie dalej, ani w przyszłość, ani w przeszłość, być tu i teraz. Super uczucie, próbowaliście kiedyś? 🙂


Wracając do naszego domu, to jest w nim jeden pokój, do którego właścicielka zastrzega nam wstępu. Z racji tego, że nie był on odnowiony i jest w nim dużo rodzinnych pamiątek prosi, żeby z niego nie korzystać.

Każdy jednak  musi w tym pokoju zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, ponieważ ma on naprawdę niepowtarzalny klimat. W powietrzu unosi się zapach kurzu i długiej historii tego miejsca.

Przemieszczając się po starej, skrzypiącej podłodze wyczytuje słoje na jej starej fakturze. Dom urządzony w staroświeckim stylu. Czuć, jakby czas stanął tu w miejscu.

Rozpalamy w kominku, kontynuujemy wątek zakazanego pokoju, dziwnych odgłosów starej instalacji hydraulicznej oraz domniemanej historii tego miejsca. Ogień świerszczy, a browarek już dobrze rozprowadza się w organizmie. Rozmowa naprawdę fajnie się klei i integracja przebiega pomyślnie.

Plan na kolejny dzień  wyprawa na pobliski szczycik Skuggenatten.

Cieszę się, że zajmuje pokój ze współlokatorką, ponieważ naprawdę nie dałabym rady sama zasnąć w tym miejscu. Podziwiam chłopaków, z których każdy ma swój osobny schizowy pokoik.

Owijam się szczelnie w śpiwór, stopery do uszu i zasypiam jak niemowlę. Niech się dzieje co chce 🙂 


Poranek zaczynamy od wspólnego śniadania,śledzenia prognozy pogody oraz znalezienia na mapie szlaku, którym będziemy podążać na górę.

Uzbrojeni w ubranie przeciwdeszczowe ruszamy!

Pogoda jest zmienna, momentami grzeje słońce, a potem znowu zaskakuje mżawka. Droga na górę jest troszeczkę wymagająca, śliskie, skalne zbocza utrudniają wejście – idziemy dzielnie po drodze skubiąc jagody i maliny.

Na górze czeka nas odpoczynek, kilka zdjęć oraz chwile aby móc napoić się otaczającymi nas widokami.

Odpowiednio dotlenieni, rozruszani, zadowoleni wracamy do naszej bazy. Trzeba rozpalić grilla, przygotować kolację, napić się zasłużonego piwka i zrelaksować przy kominku.

Pod wieczór zaczyna padać, stukanie deszczu o starą dachówkę nadaje temu miejscu jeszcze bardziej nostalgiczny klimatDoceniam to, że jest tu sucho, ciepło, jest spokój. W takim miejscu naprawdę można wypocząć. Przez resztę wieczoru odpoczywamy i oddajemy się rozmowie.


Nazajutrz, gdy moi towarzysze jeszcze smacznie śpią, jem pożywne śniadanie i postanawiam przetestować mój kajak na tutejszym jeziorku. Pogoda jest nadal dość wietrzna, temperatura około 17 stopni raczej nie jest szczytem moich marzeń. Ale nie skupiam się na detalach i realizuje swój plan. Do jeziora mam blisko, więc pakuje kajak na plecy i pędzę póki nie pada.

Po powrocie zostaje czas na to aby posprzątać po sobie i spakować rzeczy I opuścić to nostalgiczne, tajemnicze, a zarazem piękne miejsce.

Myślę, że byliśmy wszyscy zgodni odnośnie tego, że nasz wyjazd integracyjny okazał się być bardzo udaną inicjatywą. Pomysł narodził się w mojej głowie dużo wcześniej, ale sama organizacja tego wyjazdu trwała zaledwie kilka dni. To bardzo dobre rozwiązanie, gdy planuje się coś na ostatnią chwilę i nie chce się jechać samemu.

Kolejna możliwość otwarcia się na coś kompletnie nowegoinnego, na poznanie ludzi o różnych zainteresowaniach, filozofiach życiowych, w różnym przedziale wiekowym. To taka podróż w nieznane, bardzo fajna przygoda, która karmi nasze życie różnorodnością.

Na pewno nie była to ostatnia tego typu wyprawa, gorąco polecam do odwiedzenia i spróbowania Couchsurfingu. 🙂

Dziękuje moim CS współtowarzyszom za udaną przygodę i materiał na dobry content 🙂

Jesteście super!!!

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Inne blogi, które mogą Ci się spodobać:

>