Jest ostatni październikowy weekend. Ciekawość tym razem zabrała mnie do pięknego, malowniczego domu  Łan Sztuk na Warmii. W starym, kaflowym piecu trzaska palące się drewno. Na dworze szumi wiatr, w sadzie czuć woń wilgotnych, rozkładających się liści, które powoli tracą swoje płomienne kolory. Na gałęziach jabłonek złocą się ostatnie już, tegoroczne liście. Tuż powyżej, spokojnym tempem płyną kłębiaste chmury. Słońce przeciska się przez gęste niebo, grzejąc resztkami ciepła moją lekko zmarznięta twarz.

W wiejskiej, przepełnionej ciepłem domowego ogniska kuchni, gospodyni Eliza przygotowuje pyszne, swojskie śniadanie. Z taką łatwością przychodzi mi delektowanie się spokojem tego miejsca. Za oknem łąki, sad owocowy, a krowy w oddali przeżuwają jeszcze zieloną trawę.

Niespiesznym, rozleniwionym krokiem, snuje się … szukający ciepła kot. Jego śladem, troszkę żwawiej, podąża rozbudzony pies, za każdym razem witający mnie tak samo radośnie. Synek właścicieli ożywia ten spokojny poranek swoją uroczą, dziecięcą energią.

Wszystko ma tu swoje miejscekażdy jest bardzo ważnym elementem tej zaczarowanej, idyllicznej krainy.

Panuje tu spokój, spójność i harmonia.

Przestrzeń mieszkalna urządzona jest nietuzinkowo, z wielką dbałością o każdy najmniejszy detal. Czuć tu duszę, historię, wiele serca oraz nakład ogromnej pracy włożonej w to, aby uczynić to miejsce tak bardzo wyjątkowym. Nie mogę oderwać wzroku od starych antycznych przedmiotów, zdobiących każdy kąt.

Szalejące na gałązkach; śpiewające i coś do siebie szczebiocące ptaki, rozweselają lekko nostalgiczny krajobraz. Na opustoszałych polach pasą się sarny, a chłodne powietrze zachęca do kubka gorącej herbaty i jesiennych przemyśleń.


Postanawiam przelać kilka myśli na mój wirtualny papier 🙂

Minimalizm – kolekcjonuj chwile, nie rzeczy

Gdy sięgam pamięcią w niedaleką przeszłość, nasuwają mi się dwie myśli. Ciągła pogoń i zawrotne tempo. W najbardziej chaotycznych momentach czułam, że moje życie płynie gdzieś obok, a mnie w nim nie ma. Nie potrafiłam celebrować sztuki nicnierobienia. Nie było miejsca na luz, czy przerwę w codziennych obowiązkach.

Pierwszym krokiem była świadomość.

Uświadomiłam sobie, że wiele rzeczy, które w przeszłości pozornie dawały mi poczucie szczęścia, są w rzeczywistości stertą ubrań, kosmetyków lub gadżetów, które złudnie rekompensowały mi frustracje lub niezadowolenie. Te z kolei zachowania w wielu przypadkach spowodowane były przemęczeniem lub brakiem czasu.

Lista życzeń może być długa, począwszy od nowych jeansów, butów, kremów, a skończywszy na większym lub kolejnym mieszkaniu, lepszym, szybszym samochodzie lub drogiej wycieczce. Zawsze jest coś, co staje się naszą kolejną podnietą, a ten rodzaj niedosytu, jest praktycznie  nie do zaspokojenia.

I co wtedy robi człowiek?

Pracuje więcej i mocniej, żyje jak zombie, jest więźniem swojej własnej mentalnej klatki. Nie docenia tego, co już ma. Gdy osiągnie wytyczony cel, zamiast cieszyć się nim, przechodzi z automatu do kolejnego, który naturalnie jest jeszcze trudniejszy do zdobycia. Co odbija sie na jego samopoczuciu, a co za tym idzie zdrowiu.

Slowlife dla mnie to mniej rzeczy materialnych, a więcej doznań.
  • To regularne zaciąganie hamulca ręcznego w najbardziej zawrotnych momentach.
  • To stop i przerwa na refleksje.
  • To pewnego rodzaju minimalizmskupienie sie na tym, co ważne.
  • To trening wykonywania jednej czynności w danym momencie.
  • To niespieszna kontemplacja prostych przyjemności.
  • To docenienie i cieszenie z tego, co się już osiągnęło.

Wygospodarowałam więc w swojej codzienności czas na refleksję. Czy zmierzam w dobrym kierunku? Czy to, jak wygląda mój zwyczajny dzień, przyczynia się do mojego poczucia szczęścia?

Doceniam i skupiam się na obecnej chwili , bo właśnie ta chwila szkicuje kolejne dni, tygodnie, miesiące, lata mojego życia. Warto się zatrzymać i po prostu pomyślećodłączyć od bodźców zewnętrznych i zwyczajnie wsłuchać w siebie.

Kolejnym słowem klucz jest balans.

W dalszym ciągu lubię różnego typu zabawki, gadżety, babskie zakupy, kosmetyki i inne; ale posiadanie świadomości pozwala mi utrzymać odpowiednią równowagę pomiędzy tym, co naprawdę potrzebuję, a tym, co jest mi zupełnie zbędne.

Świadomość chroni przed popadaniem w skrajnościtraktowaniem kompulsywnych zakupów, jako rekompensacji braku czasu wolnego lub zaniedbanych relacji międzyludzkich. Pozwala też nabrać dystansuocenić lepiej sytuację, a może z czasem nawet i odpuścić.

Po co mi najnowszy iPhone, gdy mogę położyć się na warmińskiej łące, wsłuchać w koncert ptaków, zjeść pyszne domowe powidła, uśmiechnąć do przyjaciela i poczuć, że w tym momencie jestem dokładnie tam, gdzie być powinnam.

Z filozofii slowlife wybrałam odpowiednie dla siebie elementy, które pasują do mojej osobowości, stylu życia oraz potrzeb. Myślę, że w przeszłości na swój sposób zawsze brakowało mi slow. Nie potrafiłam tego jeszcze nazywać, nie byłam gotowa.

Obecnie rozwijam ten styl życia i wprowadzam na wiele płaszczyzn swojej codziennościWciąż się wiele uczę, ale na pewno wiem, że zmierzam w dobrym kierunku.

A gdy znów zdarzy mi się zapędzić, to przypominam sobie, że gdzieś równolegle, życie płynie tak właśnie jak tu. W odpowiednim tempie, bez żadnego pośpiechu i to pozwala mi znowu zwolnić.

Pod koniec mojego wpisu chciałam podziękować gospodarzom za fantastyczną gościnę oraz, że wzbogacili Stare Kawkowo o tę cudowną, bajkową przestrzeń. To jedno z nielicznych miejsc, do którego chcę wrócić i na pewno wrócę.

♥♥♥

  • {"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

    Inne blogi, które mogą Ci się spodobać:

    >